środa, 10 czerwca 2009

mama zrobiła wczoraj francuskie ciastka z jabłkami. okazało się, że przy stole usiadło sześć kobiet, trzy mateki i trzy córki. kiedy ćwiczyłam cyrylicę w kuchni nagle wpadło 3 letnie dziecko z małą pomarańczową torebką i mówiło w najdziwniejszym języku świata do królika, który ostatnio taki umęczon. zrobiło mi się go żal, ale po chwili weszły kobiety następne. jedna ok.45 lat, druga 25. druga za miesiąc wychodzi za mąż. należało więc posłuchać o doborze serwetek, fotografa i sukienki. oraz o tym, że można iść do ślubu w butach NIEnaobcasie. obie panie wyglądały młodo, energicznie, wtrącały opowieści, które edytę s. lekko irytowały. jak się ma dużo pieniążków i pracuje w urzędzie miasta 'ruś spółka i tak będzie brzydko' to można się chwalić, że hiszpania nudna, włochy nudne, ale za to portugalia...a finlandia. a londyn w ogóle okropny, tyle arabów. zdecydowałam wesprzeć moją mamę porzucając piękne litery. i tak sobie myśle...

że kiedyś zabiorę ją do portugalii i hiszpanii. będziemy miesiąc podróżować po połwyspie iberysjkim. a potem skoczymy do londynu na zakupy

czwartek, Boże Ciało, pogoda wspaniała, ciało ciało też chciało

ale nic nie dostało.

jeżeli wzrusza cię moja opowieść wspomóż śląskie dziecko i datki przyślij na konto