Ręka tego pana w kiosku zmysłowo przesunęła się po równo ułożonych kolorowych okładkach w środku cieknących od reklam. Tę (tą? no ja czasem się uczę słownika terminów literackch na pamięć, ale nie wiem. nie wiem też jaki masz numer buta) jego niewątpliwą przyjemność dało się zauważyć z autobusu.
i to, że jej babcia wkładała sobie jaśmin do stanika, i że w zwrotnych butelkach może byc dużo więcej niż w pełnych. tak sobie siedzę w tym czerwonym fotelu a obok siedzi moja kurtka i moja torba. obie zachwycone.
jeżeli będziemy w warszawie koniecznie musimy odwiedzić czułego barbarzyńcę.
a jak nic z rejestru starszych snów.
czasem powietrze było po prostu za mało interesujące. to w przeciwieństwie do tego jak do windy wchodzi za dużo osób, a my przecież z samego dołu, z samego piekła stołówki nie wejdziemy na piąte piętro, nie ma szans. nie z ciepło skserowanym papierem.
rano czasem bywasz brudna i brzydka. nie rób tak więcej.
może wyrwiemy gdzieś jakiś kibel albo chociaż kupimy sobie sukienki? albo nie wiem, jak wolisz. dalej klei mi się parapet od szampana. dla pana całkiem z rana.
okulary zaparowały