środa, 7 maja 2008

cały świat jednej minuty wybuchł i nikt nawet nie zauważył, tylko chłopak z bułką w jednej ręce i piwem w drugiej zamyślił się na chwilę, sięgnął ręką do kieszeni i wyciągnął pomiętą paczkę camelów. zostały mu cztery. cztery papierosy. cztery minuty życia. cztery sekundy pierwszego zaciągnięcia się. cztery kapsle po piwie radegast, tylko przez cztery minuty zastanawiał się jak to jest jak bardzo pada deszcz petrin prawie płynie, a stopy, z miejsca, w którym siedzi dotykają zimnej rzeki. tylko przez cztery minuty nikogo nie kochał i wyrzucił puste opakowanie po bletkach.

cały świat ubrał się w paski i kamienice na zizkovie oddawały ciepło zgromadzone przez cały dzień, ludzie kładli sie na ulicach, leczyli chore plecy, przechodzili pod tunelem nie mającym końca gdzie zawsze jest to echo. cztery minuty temu ktoś tutaj zrobił zdjęcie. cztery minuty temu ktoś tutaj kogoś pokochał. ondra wychodził z hospody i się porzygał.

just for a moment