Tramwaj po raz pierwszy w ten wtorek rano wtargal sie do uszu przed siodma. Zadzwonił, a pozniej jestem pewna, że gdyby tylko mogł przejechalby po moich łydkach. Zakrywał je dosc wytarty dzins, poza tym pokoju w domu z cegly strzegl pies. Jego paznokcie pozwalaly czuc sie bezpiecznie nawet w lazience bez okna. Okolo godziny dziewiatej podrapał drzwi, a paznokcie pasujace do mojej dloni, poduszke. Smakowała jak herbatniki z maslem. Westchneła cichutko i skonczyła porcje snow na dzisiaj. Pogodzona z uchylonym oknem po raz ostatni zaciagneła się wlosami i odwrociła w druga strone. Zapomnialam dodac, ze wczoraj dzwoniono do mnie o 5 rano. kawalki kolorow i zdjec w opcji „odcienie szarosci”. Usmiech można przemilczec. Po czym się rozłaczamy.
Miska Psa była pelna, mieszaly sie w niej smaki wczorajszych spalonych nalesnikow i pieczonych jablek. Podworkowe dzieci krzyczały do siebie i wyciagaly sprezyny ze starego brazowego materaca. Młodsze sikały do kałuzy. Nonszalancki styl zycia naszych telefonow zauwazalny był zaraz po wejsciu do mieszkania. Spaly przytulone do siebie na stole okrytym niebieska cerata.