w rusi śląskiej wszytsko ok
już tak bardzo nie myślę o kręgosłupie i jem paluszki (swoje własne też). dżak znowu zapomniał kluczy i musiałam wstać z łóżka, a byłam ubrana w szlafrok. sąsiedzi myślą, że handlujemy marihuaną.
w chorzo też wszytsko ok. pod acid cafe nie da się zarobić penędzy, w środku też nie. za to jakieś ważne vipy piją drogie drinki i mają ładne szminki. a my chcemy się upić "be my honey". podsłuchujemy czy lecą obok dramendbejsy w zanzi. a potem to już tylko śnieg śnieg i dziura w dżezie.
dziś wtorek: na obiad muminek