Czytaliśmy wiersze siedząc przy twardych ławkach. Zresztą ciągle tak robimy, ale teraz mamy trochę inną szkołę i trochę inne zabawki. I poezja wydawała się czymś świętym, trzeba było być cicho, ktoś odczytywał na głos. Przeważnie klepał, żeby tylko odczytać. Czasem robiła to pani z polskiego, a czasem ktoś się starał. Potem zaczęłam się tego bać. Wiersze robiły dużo zamieszania. Nijak miały się do rzeczywistości, z której się brały. Były za bardzo wrażliwe na syf, który można znaleźć w podłogach autobusów. Potem zaczęliśmy je rozbierać do naga i już tak się ich nie bałam. Teraz najpiękniejsze są wtedy kiedy wychodzą przypadkiem. Kiedy są rozkładem jazdy, kiedy są w repertuarze kina i na etykietach zielonych butelek. Tom chciał przeczytać wiersz, którego uczył go Izzy. To wszystko miasto i jego tatuaże. Obciąganie guzików w Pszczynie. Swoją drogą urocze miasteczko, wybierz się.