W dalekiej przeszłości za niedojebaną górką…mieszkały karły nieco ponad metr wzrostu. Codzień rano przywdziewały czerwone kubraczki i ciepłe buty w gorącym, jak piasek podczas słonecznych przypływów, oczekiwaniu na śnieg.W ich jamie-dziurze
, gdzie za wynajem płaciły 680 + media., gotowały se owsiankę (owsianke tudzież musli, kiedy jeden przechodził na diete) w malunich miseczkach i zapiekanki z makaronu, zwane orgazmem na 60 palców. pewnego dnia, karzeł męczydupek wyszedł do ogrodu po świerzą MARCHfIĘ. Marchwia odcienia zielonego stękła i zręcznie się wygła w rączce wyzej przedstawionego. I powiedziłą: trzymaj swoje małe łapy zdala ode mje ty karle ty! o! Wypuśc mję łajzo! Jebako ty! Karły, oprócz tego, że zajmowały się sztuką kulinarną, hatha jogą i tańczeniem flamenco, wyrażały się artystycznie krzycząc do dziury, za kazdym razem do dziury kogo innego, bowiem na polu z a górką było wiele dziur. różnych rozmiarów. Rozmiar wybierało się na podstawie ilości wypitego wczesniej miodowego kalipso drink master body shoot prażka (nie kazdy barman potraf zrobic trakiego, Barman Piotrek Chuj Mu W Oko Potrafi oraz Braman Piotrek NIe Dręrtwieje Mi Ręka Gdy trzymam Kamerę też).Mieszkał tez pewnien paszczak, co hodował kwiatki, i co wieczór chędożył swoja żone, która był brudna i brzydka i radosna.
Pewnego dnia, gdy karzeł nie wypuscił marchewki tylko wktoił ja do orazmicznych 60 palców…spadł śniezuś... . Karły wyciągły deski niedokrojenia i nartki i zaczęła sie hulanka swawola i szał ciał gdy bałwan powstał z zeszłorocznych martwych i razem z karłami pił grog i nalewkę jego babuni. Po czym wszyscy co wieczór śpiewali ulubioną powszechnie kolędę, także w czerwcu przed urzędem miasta Chorzowa. Jednego dnia jednak przemarzli im skarpetki a czipsy nie przyszli i był to smutny dzien…taki troszke...niedojebany. i brzydka szara breja wisiała w powieczu. więc karzełki ujęły w malutkie rączki po kubku kakao i we wneczu domku było wszak ciepło (bo przegrzewała gorunca wódka toznaczysię woda w kaloryferach, ten czynsz wiesz rozumiesz) i śpiewały swoją ulubioną piosenkę oraz ulubioną kolędę by swiateczny nastrój nie prysnoł tak szybko jak przyszedł. kiwały się leciutko i tupały nóziami. Gdy najmniejszy z karlów - bekochepek, wyjrzał przez okenko, zobaczyl ze przez pola lasy bi=erzy do nich jakis obieżyświat-łazik. nagle rozległo sie stukanie i pukanie do drzwiów wejściowych, rozległy się wszędzie dziwne dźwięki polskiego hip hopu, jakaś paktotanika czy cuś, z sufitu posypało sie rózowe konfetti, i w oparach wódki i syfu z listopada wtoczył sie ów łazik-obiezyswiat do chatynki naszych karłow. Wszystko odpadło, zapadło i poczęli tańczyć. Po czym oddali się ograstycznym zapomnieniom. i odlecieli na miotłach w krainę brazyliskiego karnawału. gdzie panie machały dupkamia a piersi im powiewały na wiecze ku uciesze zgromadzonych tłumów. i żyły na zawsze szczęśliwe, czasem niedojebane w dniach przed i po owulacyjnych. Fin ano ano, denkuju moc.
We współautorstwie i pomysłodawstwo Agaty B. co myje okna w Helsinkach i całkiem nieźle zarabia.
Same serduszka. Same. Tru i pro <3